Spotkania w ogrodach – relacja z festiwalu

To był dzień objawień dla wielu mieszkańców Sadyby. „Szkoda, że nie wiedziałem o tym, zanim sprzedałem dom” – powiedział Maciej Majewski, były właściciel domu na Morszyńskiej, który dopiero z treści tablicy zawieszonej przed jego byłym domem dowiedział się, że mieszkał w nim jeden z najbardziej zasłużonych generałów międzywojnia, bliski współpracownik marszałka Piłsudskiego, gen. Piskor. Zaskoczenia nie kryli także starsi mieszkańcy innych domów, położonych w historycznej części Miasta-Ogrodu Sadyba, gdy - idąc po bułki do pobliskiego sklepu czy wyprowadzając psa na spacer - już od 7. rano napotykali wystawę o historii ich osiedla, zawieszoną na ogrodzeniach posesji przy Okrężnej i Morszyńskiej.

Wystawa poświęcona historii Sadyby Oficerskiej była pierwszym widocznym akcentem festiwalu Otwarte Ogrody, który po raz pierwszy zorganizowało na Sadybie Towarzystwo Miasto-Ogród Sadyba. W niedzielę, 9 września 2007 r., mieszańcy Sadyby mogli wysłuchać plenerowego wykładu arch. Marii Sołtys o historii osiedla oraz zajrzeć do prywatnych ogrodów przy Morszyńskiej, by dowiedzieć się, kim byli ich pierwotni właściciele i jakie były losy ich domów. W jednym z najstarszych domów, przy Morszyńskiej 21 u państwa Bąków, wysłuchali koncertu na fortepian i gitarę, a w ogrodzie domu z lat 50., który – jak głosi lokalna legenda - został zbudowany z kamienia pochodzącego z budowy Pałacu Kultury i Nauki, zobaczyli wystawę zmarłej zaledwie tydzień wcześniej, a mieszkającej kilka domów obok malarki romantyzmu, córki największego romantyka w polskim malarstwie Piotra Michałowskiego - Ireny Michałowskiej-Steckiej. W tym ostatnim ogrodzie przy Kołobrzeskiej 7 u państwa Bonderów goście zżyli się po całodziennym spacerze na tyle, że spontanicznie zaintonowali wspólne śpiewy o Sadybie, a gospodyni rzuciła pomysł zorganizowania na Sadybie tzw. „garage sale”, czyli wystawienia przed dom rzeczy, które są niepotrzebne jego właścicielom, po to, by sprzedać je sąsiadom za przysłowiową złotówkę lub pięć.

Gdy dzień zbliżał się już ku wieczorowi, najstarsi mieszkańcy historycznego bloku oficerskiego przy Morszyńskiej zgromadzili się na pobliskiej polanie przy specjalne odnowionej i podświetlonej figurce Matki Boskiej. Siedząc wokół ogniska, przy trzaskających w niebo płomieniach, opowiadali o losach swojej kamienicy począwszy jeszcze od lat 30. Jedna z mieszkanek opowiadała, jak na pobliskiej fosie pływano łódkami, kajakami, a w zimowe dni „holendrowano” do późnej nocy w świetle reflektorów na przykręcanych do butów łyżwach. Opowiadała też, jak to jej ojciec regularnie przynosił do domu wiadra raków z fosy. Wśród opowiadających znalazła się córka wieloletniego prezesa spółdzielni Sadyba Oficerska i Towarzystwa Przyjaciół Miasta-Ogrodu Sadyba Feliksa Kamińskiego. Po wspomnieniach wszyscy zgromadzeni obejrzeli na fasadzie domu film dokumentalny o mieszkającym tu w latach 60. poecie Stanisławie Grochowiaku, a swoimi impresjami z życia na jednej klatce ze znanym artystą podzielił się znany operator filmowy Nikodem Wołk-Łaniewski.

Na koniec dnia, na tyłach przychodni przy Morszyńskiej 33, światowej sławy grafik, profesor warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych i przewodniczący Międzynarodowego Biennale Plakatu, Lech Majewski przedstawił swoje wybrane plakaty w świetle reflektorów. Po krótkim wstępie wdał się w – jak później stwierdził rzadko spotykaną na profesjonalnych wernisażach – ciekawą dyskusję ze zgromadzonymi gośćmi o treści poszczególnych grafik, sposobach obrazowania filmu i teatru, przyszłości sztuki plakatu, kryteriach oceny plakatu i wielu innych wątkach.

Wreszcie, pod nieobecność aktora Marka Kondrata, który ostatecznie nie dojechał samochodem z Toskanii na opowieść o winie i jego degustację, festiwal zamknął plenerowy pokaz filmu „Urodziny Młodego Warszawiaka” o przedwojennej i wojennej Warszawie, kręconego m.in. ma Morszyńskiej. O dwóch elementach festiwalu jeszcze nie wspomnieliśmy. Pierwszy, to deszcz. Padał szczególnie na początku, w południe. Z początkowej nawałnicy przerodził się jednak z czasem w przelotne opady, aż wreszcie niemal całkowicie ustał po godzinie 19. Alternatywne miejsce spotkań – Szkoła 103 przy Jeziornej – nie było potrzebne. Deszcz wpłynął jednak na frekwencję. Dopiero, gdy ostatecznie przestał padać, jedną z imprez festiwalu odwiedziło ponad 90 osób. Po drugie, ogrody. To ważny element festiwalu. Znakomicie podsumowali go dwaj dziennikarze Gazety Wyborczej, którzy towarzyszyli nam przy ogłoszeniu wyników w konkursie na najładniejsze ogródki Sadyby, a potem wzięli udział w spacerze po zwycięskich ogrodach. Relację Jerzego Majewskiego i Dariusza Bartoszewicza zamieszczamy poniżej. Na koniec, podziękowania. W zorganizowaniu festiwalu pomagało w sumie ponad 30 osób. Ich wysiłki wydatnie wspomógł główny partner festiwalu – Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo S.A. Dzięki niemu możliwe było m.in. sfinansowanie wystawy o historii Sadyby Oficerskiej, która pozostanie otwarta dla zwiedzających przez co najmniej kolejny miesiąc po zakończeniu festiwalu. Następny festiwal Otwarte Ogrody już za rok!

Poniżej relacja dziennikarzy Gazety Wyborczej

Sadyba - festiwal otwartych ogrodów
Dariusz Bartoszewicz, Jerzy S. Majewski
2007-09-09

Sukces święta Sadyby. Otwarcie prywatnych ogrodów to pierwszy krok, by lepiej poznać bliższych i dalszych sąsiadów i budować tożsamość dzielnicy. Największe wrażenie zrobił wielki cis strzyżony jak drzewko bonsai Strugi deszczu lały się z nieba, gdy architekt Maria Sołtys, stojąc przed blokiem oficerskim przy Morszyńskiej 1/3/5/7, opowiadała o historii miasta ogrodu Sadyba. Tak zaczął się wczoraj pierwszy festiwal Otwarte Ogrody organizowany przy okazji Europejskich Dni Dziedzictwa.

Mimo ulewy przyszło kilkadziesiąt osób. - To trzecia tego rodzaju impreza w Polsce, 80. w Europie, a pierwsza na Sadybie. Wszystko zaczęło się od królowej Anglii Aleksandry, która w latach 20. XX w. wpadła na pomysł, by otworzyć zamknięte na co dzień ogrody dla publiczności [teraz ta impreza przyciąga do 4 tys. ogrodów w Anglii 2 mln osób] - opowiadał współorganizator imprezy Janusz Białasik.

Na Sadybie rozstrzygnięto pierwszy konkurs na najpiękniejszy ogród, inaugurując przy okazji klub ogrodników. - Mam nadzieję, że dzięki temu będziemy częściej się spotykać i lepiej się poznamy. Chcemy też wymieniać się wiedzą - mówił Andrzej Łokaj, wiceprezes Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Miasta Ogród Sadyba.

Największą atrakcją było zwiedzanie wyróżnionych ogrodów, na co dzień niedostępnych, jak ten pani Hanny Puchalskiej przy Klarysewskiej 38 (pierwsza nagroda). Dr Beata J. Gawryszewska z SGGW, juror w konkursie, wskazywała, na co zwrócić uwagę. - Ogromny cis uformowany jak drzewko bonsai, wyjątkowe alpinarium i ciemierniki, które kwitną nawet zimą pod śniegiem.

- To miejsce urządzam od 40 lat, kocham je. Ostatnio marzyłam, by stworzyć prawdziwy skalniak z głazami. Kamienie dodają mi energii - powiedziała Hanna Puchalska, zapraszając gości pod rozłożystą katalpę na czekoladki i włoski likier.

Na mikroskopijnej, bo liczącej zaledwie 290 m kw. działce przy ul. Cyganeczki 5 stoi dom i ogród Zbigniewa Olesińskiego. To cud wykorzystania każdego centymetra kwadratowego ziemi. Ogród ukształtowany tarasowo, z minibasenem, zaskakuje każdym zakątkiem. - Istotą ogrodu jest pomysł. Zwykły patyk wsadzony w odpowiednim miejscu może zamienić się w piękne drzewo - przekonywał właściciel. I wskazywał na niestandardowe rozwiązania: posadzki z wciśniętych w beton butelek po piwie czy filtr na wodę w basenie wykonany ze zwykłych szmat.

Trzecią nagrodę otrzymał nowo urządzony ogród na tyłach kamiennego bliźniaka przy ul. Kołobrzeskiej 17.

- Takich domów stanęło tu dziesięć. Powstały w latach 50. i wzniesiono je z tego samego piaskowca pińczowskiego co dolne partie Pałacu Kultury i Nauki - opowiadał Daniel Del Percio. Pochodzi ze Stanów Zjednoczonych i od 13 lat mieszka w Polsce. Z zamiłowania jest ogrodnikiem. - W przyszłym roku posadzę sirinca vulgaris (lilaka pospolitego), który w Polsce większość osób myli z bzem - mówił. Jeszcze przed rokiem w miejscu ogrodu było klepisko. Z ziemi wydobył całe masy zakopanego tu wcześniej piaskowca. To z niego zbudował ściany nowej werandy idealnie pasującej do architektury budynku.

Rozmaite imprezy towarzyszące otwartym ogrodom (artystyczne i muzyczne) trwały na Sadybie aż do północy. 
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Zobacz zdjęcia !

Zostań członkiem Towarzystwa Miasto Ogród Sadyba